Aktualności
Józef Charytoniuk „Wąsaty Kruk” (1949–2024) – wspomnienia
Józefa Charytoniuka poznałem bardzo dawno, bo w 1977 roku, gdy był asystentem u boku profesora Tadeusza Tuszewskiego w Katedrze Konserwacji Starych Druków i Grafiki warszawskiej ASP, a od 1990 roku kierownikiem tej Katedry. W Jego dorobku jest również kierowanie ówczesną Pracownią Konserwacji Książki w Bibliotece Narodowej.
W krótkim czasie znaleźliśmy wspólny język i zaprzyjaźniliśmy się. Dla mnie, rozpoczynającego pracę w ASP, była to bardzo ważna znajomość. Szybko doceniłem Jego bogate doświadczenie konserwatorskie i obficie z niego korzystałem. Józef Charytoniuk dał się poznać jako osoba bardzo komunikatywna, zawsze skłonna do wspierania nowych pomysłów. Był bardzo dobrym i jednocześnie wymagającym pedagogiem, łatwo nawiązywał kontakty ze współpracownikami i studentami, a oni Go kochali. Józef – bo tak nazywaliśmy Go w swoim gronie – był także utalentowanym i wrażliwym artystą, tworzył piękne akwarele. Szczycę się tym, że w naszym mieszkaniu jest obecna Jego akwarela, przed stawiająca zimowy pejzaż widoczny z okna pracowni w Pałacu Krasińskich.
Jestem wdzięczny Józefowi za wiele rzeczy, w tym także za to, że w 1989 roku zaproponował mi podjęcie pracy w Zakładzie Konserwacji Zbiorów Bibliotecznych, właśnie organizowanym przez Niego w nowej siedzibie BN na Polu Mokotowskim. Zaowocowało to moim dłuższym kontraktem z BN, bo aż do końca 2007 roku. Józef Charytoniuk wkrótce po uruchomieniu ZKZB opuścił Bibliotekę Na rodową i po pewnym czasie osiadł na stałe na swoich ukochanych Mazurach. Nadal, zgodnie ze swoją naturą, był bardzo aktywny, organizował plenery malarskie, wystawy i inne imprezy kulturalne, które często kończyły się artystycznymi happeningami. Uczestnicząc wraz ze współautorkami tego wspomnienia w Jego jubileuszowej wystawie w Srokowie w 2009 roku, mieliśmy okazję dostrzec szacunek, jakim cieszył się w tym środowisku.
Mówiono, między innymi, że „odkrył poziom” – co było nawiązaniem do Jego sposobu przedstawiania mazurskich pejzaży na swoich akwarelach. Doceniając wieloletnią współpracę z Józefem Charytoniukiem i Jego wpływ na moje rozumienie zawodu konserwatora dzieł sztuki, pozwoliłem sobie za dedykować Józefowi wydaną przez Bibliotekę Narodową w 2013 roku książkę Konserwacja papieru. Zagadnienia chemiczne. Od 23 stycznia 2024 roku Profesora Józefa Charytoniuka nie ma już wśród nas. Zdecydowanie za wcześnie!
Władysław Sobucki
_________________
Moja znajomość z Józefem Charytoniukiem zaczęła się CZTERDZIEŚCI LAT TEMU, w pracowni konserwacji BN, gdzie stawiłam się, żeby odbyć praktyki studenckie. Pracownia mieściła się wówczas w Pałacu na placu Krasińskich. Przywitał mnie wąsaty facet o ujmującym uśmiechu i jowialnym poczuciu humoru, przedstawił konserwatorom, z którymi dotąd łączy mnie serdeczna znajomość.
W 1988 roku znowu się spotkaliśmy, tym razem na Wybrzeżu Kościuszkowskim w Katedrze Konserwacji i Restauracji Starych Druków i Grafiki ASP w Warszawie, gdy Józef rozpoczął pracę na Wydziale Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki, a ja w tym czasie robiłam dyplom. W 1990 roku On został kierownikiem Katedry, ja zaś otrzymałam stopień magistra i opuściłam Akademię z myślą o karierze malarskiej, a nie konserwatorskiej. Nie przypuszczałam, że kilka lat później znowu usłyszę Józefa. Zadzwonił do mnie w 1993 roku proponując pracę asystentki w Katedrze i w ten sposób wpłynął na całe moje późniejsze życie, ponieważ od 32 lat pracuję w Katedrze.
Józef prowadził Katedrę przez 10 lat. Dla mnie były to wspaniałe lata. Pracowite i wesołe. Józef – pełen energii i humoru – dodawał mi pewności siebie. Był otwarty na zmiany programowe. Pozwolił mi na wprowadzenie moich pomysłów, dzięki czemu utworzona została nowa pracownia technik i technologii opraw. Zmieniliśmy program studiów, który – aczkolwiek oparty na tradycji i programie profesora Tadeusza Tuszewskiego – został unowocześniony i wzbogacony o szereg elementów.
Od czasu odejścia Józefa z ASP minęło już 26 lat, a my jeszcze ciągle siedzimy na jakże wygodnych dyrektorskich fotelach, które zdobył z BRE BANK i wniósł samodzielnie na 3 piętro. A należy wspomnieć, że wówczas nie było windy. Codziennie zamykamy i otwieramy przesuwaną ściankę jego pomysłu i od czasu do czasu wspominamy zalety jego maszyny do uzupełniania papieru, którą na czas swojej pracy użyczył Katedrze, a konstrukcje komercyjne, które od tej pory używamy, nie są tak dobre.
Józef był promotorem kilkunastu prac magisterskich, bezpośredni w kontaktach ze studentami, sympatyczny, wyrozumiały i serdeczny. Lubił przebywać ze studentami, kontynuował tradycję imprez w Katedrze, na które zapraszał także gości spoza Katedry i Wydziału. Był wymagającym, ale wielce inspirującym szefem. Wspierał wszelkie działania naukowe i konserwatorskie pracowników i studentów. Jego dynamiczna osobowość i talenty organizacyjne znalazły ujście w wielu akcjach promocyjnych i rozpowszechniających wiedzę o Wydziale i jego osiągnięciach. Był inicjatorem i współorganizatorem obchodów 50-lecia Wydziału w 1995 roku. Dzięki Jego staraniom wydane zostały publikacje promujące Wydział oraz zorganizowana wielka wystawa w Muzeum w Malborku.
Był też jednym z inicjatorów rozbudowy ASP na Wybrzeżu Kościuszkowskim. Drugim bardzo ważnym nurtem kariery Józefa była działalność artystyczna. Był utalentowanym malarzem. Tworzył urokliwe, delikatne i wrażliwe pejzaże w technice akwareli. Uczestniczył i organizował liczne plenery, w których brali udział wybitni twórcy z różnych Wydziałów ASP i spoza uczelni. Uczestniczyłam w kilku plenerach w Barlewicach koło Sztumu, które Józef organizował w pensjonacie swojej siostry Alicji, gdzie w rodzinnej atmosferze kilkanaście osób tworzyło, jadło i się bawiło wraz z licznie nas odwiedzającymi okolicznymi mieszkańcami. Efektem były tłumnie oglądane wystawy. I to właśnie ta część Jego pasji zwyciężyła, bo w 1998 roku porzucił pracę nauczyciela akademickiego oraz konserwatora i przeniósł się kilkaset kilometrów – do pięknie położonej na samej północy Polski wsi Wilczyny, gdzie odnowił stare zabudowania gospodarskie i stworzył swoje małe królestwo.
Hodował zwierzęta, malował, organizował plenery, polowania i wystawy. Angażował się w życie społeczności. Sporadycznie niestety w tym czasie, tylko z okazji różnych uroczystości, spotykałam Józefa. Ale poza tym, że jego wąsy stały się białe i łatwiej się wzruszał do łez, to pozostał dynamicznym organizatorem i wspaniałym, pełnym humoru kompanem, a także wrażliwym malarzem i człowiekiem.
Józef był człowiekiem bardzo barwnym, niemieszczącym się w schematach i konwenansach. Jego, jakże bujna, osobowość, pełna pasji i kontrastów, czasami przysparzała mu kłopotów. Potrzebował ciągłych zmian i nowych wyzwań. Rzucał wieloma pomysłami… tryskał humorem i działał. Bywał też niekiedy irytujący, ale był przy tym człowiekiem wielce poczciwym i wyjątkowo życzliwym. Pod płaszczykiem szorstkości, jowialności, rubasznych żartów i sumiastych wąsów ukrywał pokłady wielkiej wrażliwości i empatii, której przejawy i siła w stosunku do ludzi ciągle mnie zadziwiały. Pozostawił po sobie jakże wiele anegdot i wspomnień…
Nauczył mnie tak wielu rzeczy, zarówno z dziedziny konserwacji, jak i dydaktyki oraz wielu prawd życiowych.
Marzenna Ciechańska
_________________
Jako absolwentka kierunku muzealnictwa i konserwatorstwa Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, Józefa Charytoniuka poznałam na początku 1987 roku, kiedy jako kierownik Pracowni Konserwacji Książki podejmował decyzję – dla mnie jedną z najważniejszych w życiu – o przyjęciu mnie do pracy w Bibliotece Narodowej. Każdemu młodemu pracownikowi mogę życzyć takiego szefa – bezpośredniego, życzliwego, pracowitego, dynamicznego w działaniu, z najwyższymi zdolnościami artystycznymi i zawodowymi – konserwatorskimi, których wielokrotnie byłam świadkiem.
Kiedy w 1982 roku objął funkcję kierownika niewielkiej pracowni konserwatorskiej, miał perspektywę stworzenia dużej i profesjonalnej komórki organizacyjnej w powstającym budynku biurowym nowego kompleksu Biblioteki Narodowej przy Polu Mokotowskim. Dyrekcja Biblioteki nie mogła lepiej wy brać, decydując o powierzeniu funkcji kierownika Józefowi Charytoniukowi, który niezwykle kreatywnie budował Zakład Konserwacji Zbiorów Bibliotecznych, różniący się od wszystkich innych zespołów Biblioteki, bo składający się ze specjalistów wielu dziedzin nauki.
Należy dodać, że w ówczesnym okresie w Polsce – zasobnej w biblioteki publiczne (ponad 15 tys. placówek) – istniało jedynie 16 pracowni konserwatorskich w bibliotekach oraz dwie na uczelniach, które pełniły funkcję warsztatów konserwatorskich dla kształcenia studentów. Żadna pracownia nie posiadała przy tym nowoczesnego wyposażenia ani odpowiednich warunków do pracy. W Bibliotece Narodowej mieściła się w zaadaptowanych do pracy niewielkich pomieszczeniach Pałacu Rzeczypospolitej, zajmując około 70 m². Brakowało stacjonarnych kuwet do mokrych prac konserwatorskich oraz profesjonalnego laboratorium do prac chemicznych. Okres rozbudowy Biblioteki Narodowej stwarzał możliwość wypracowania nowoczesnej koncepcji, jak również organizacji pracowni konserwatorskiej.
Dzięki niezwykłym zdolnościom twórczym i organizacyjnym, wiedzy specjalisty konserwatora dzieł sztuki na podłożu papierowym oraz świetnym kontaktom międzyludzkim, Józef Charytoniuk potrafił przekonać dyrekcję BN do stworzenia bardzo szerokich możliwości dla aktywności konserwatorskiej w Narodowej Książnicy. Wpisywała się w nią działalność profilaktyczna, badawcza, laboratoryjna, dokumentacyjna oraz praca konserwatorów i introligatorów. Wypracowaną w szczegółach autorską koncepcję udało się Józefowi Charytoniukowi w pełni zrealizować i w 1990 roku przenieść pracowników do nowej przestrzeni urządzonej na dziesięciokrotnie większej powierzchni.
Nowy zespół podzielono na sekcje, w których wykonywano zadania dla różnych kategorii zbiorów oraz badania mikrobiologiczne i chemiczne. W nowych warunkach lokalowych z dobrym wyposażeniem w urządzenia zespół miał szanse pogłębiania specjalistycznej wiedzy. Spektakularna zmiana organizacyjna, zaprojektowana i nadzorowana przez Józefa Charytoniuka, stworzyła zaplecze do realizacji różnych projektów, wydarzeń i konferencji, w których brał udział i gorąco zachęcał do współpracy wszystkich pracowników.
Cały zespół budował komórkę organizacyjną i opracowywał nowe procedury działania ze świadomością wielkiej odpowiedzialności za tworzenie podstaw dla jak najlepszego zachowania zbiorów Narodowej Książ nicy, które stanowią narodowe dziedzictwo piśmiennicze.
Organizacja pracy w Bibliotece Narodowej stała się wzorem dla innych bibliotek mających ambicje realizowania ochrony zabytkowych zasobów. Już w XXI wieku Biblioteka Narodowa zorganizowała wystawę akwarel malowanych przez Józefa w jego rodzinnych stronach, z której posiadam piękną pamiątkę z dedykacją autora. Ostatnie spotkania w Bibliotece wiązały się ze zdobywaniem dokumentacji poświadczającej Jego zatrudnienie w tej instytucji. Józef Charytoniuk był człowiekiem niezwykle towarzyskim, żyjącym pełną piersią w każdym momencie. Kochał ludzi, a nie dbał o doczesne sprawy tego świata.
Ewa Potrzebnicka
_________________
Barbara Drewniewska-Idziak. Wspomnienie
Dnia 19 stycznia 2022 roku pożegnaliśmy dr Barbarę Drewniewską-Idziak, wieloletnią i bardzo zasłużoną pracowniczkę Biblioteki Narodowej w Warszawie. Momenty takie zawsze skłaniają ku refleksji i przywołują wspomnienia, którymi chcielibyśmy się podzielić, przybliżając Jej dorobek zawodowy i nasze wspólne dokonania na polu szeroko pojętej ochrony i konserwacji zbiorów bibliotecznych.
Barbara Drewniewska-Idziak była absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, doktorem nauk humanistycznych w zakresie filologii klasycznej. Jako starszy kustosz dyplomowany w 1983 roku objęła w Bibliotece Narodowej funkcję kierownika Zakładu Mikrofilmów. W tym czasie BN sukcesywnie przeprowadzała się do nowej siedziby w al. Niepodległości, gdzie od 1989 roku rozpoczął także działalność nowo powstały Zakład Konserwacji Zbiorów Bibliotecznych (ZKZB) z własnym mikrobiologiczno-chemicznym zapleczem badawczym, zajmujący się przede wszystkim konserwatorską opieką nad najcenniejszymi zabytkami piśmiennictwa oraz kontrolą warunków ich przechowywania. Prężna działalność ZKZB oraz stworzenie możliwości profesjonalnego rozwoju tej dziedziny doprowadziły do zmian w strukturze organizacyjnej BN, w wyniku których w 1992 roku powstał Dział Ochrony i Konserwacji Zbiorów Bibliotecznych. W skład nowego działu obok ZKZB weszły również: Zakład Reprografii i Zbiorów Mikrofilmowych, Introligatornia Specjalistyczna oraz Oddział Kontroli Zbiorów. Kierowania działem podjęła się dr Barbara Drewniewska-Idziak i to wtedy mieliśmy możliwość bliższego poznania Pani Basi, bo tak zwracaliśmy się do Niej w swoim gronie.
Pani Basia była osobą bardzo energiczną, pogodną, kontaktową, otwartą na nowe wyzwania, dlatego szybko wdrożyła się w problematykę konserwatorską. Wspomagała wszelkie nasze działania, których celem była poprawa opieki nad zbiorami nie tylko w BN, ale także w innych ośrodkach w kraju. Znakomicie rozumiała, jakie znaczenie dla stanu zachowania zbiorów mają warunki ich przechowywania i konserwatorska opieka nad nimi. Upowszechnianie tej wiedzy wśród pracowników bibliotek było dla Niej wiodącym celem przez cały okres, gdy była naszym kierownikiem. Zaczęła od rozpoznania – przeprowadzając w 1995 roku wspólnie ze Stowarzyszeniem Bibliotekarzy Polskich (SBP) badanie ankietowe – jak w poszczególnych bibliotekach realizowana jest opieka nad zbiorami. Dalsze ankiety, w których badano różne zagadnienia dotyczące np. warunków przechowywania zbiorów i możliwości w zakresie opieki konserwatorskiej, pogłębiały ten temat. W celu popularyzowania zasad ochrony zbiorów inicjowała liczne konferencje, w tym kilka międzynarodowych lub z udziałem zagranicznych prelegentów, często we współpracy z SBP i innymi ośrodkami krajowymi. Temu celowi służyły także wyjazdy studyjne do ważnych ośrodków zagranicznych. Uczestniczyli w nich również pracownicy innych bibliotek i archiwów.
Pomyślny rozwój naszej działalności przerwany został w 1997 roku wydarzeniem tragicznym w skutkach, jakim była powódź na południu Polski, w której ucierpiały zbiory wielu bibliotek i innych instytucji. Biblioteka Narodowa włączyła się natychmiast w akcję pomocy poszkodowanym i w tej trudnej sytuacji Pani Basia dała się poznać jako bardzo dobry organizator, a Jej starania doprowadziły do pozyskania znaczących funduszy rządowych na ratowanie zalanych i zniszczonych kolekcji.
ZKZB został wówczas wyposażony w zamrażarki, liofilizator do suszenia uszkodzonych zbiorów oraz nowoczesny próżniowo-ciśnieniowy sterylizator do ich dezynfekcji. Umożliwiło to naszym konserwatorom wzięcie czynnego udziału w ratowaniu odzyskanych z powodzi cennych obiektów. Pani Basia z ramienia BN pełniła cały czas funkcję koordynatora prac popowodziowych, prowadzonych także w kilku ośrodkach w kraju. Prace te trwały do 2003 roku.
Jednocześnie w ostatnich latach ubiegłego wieku w polskich środowiskach bibliotecznych, archiwalnych i naukowych trwały intensywne wysiłki na rzecz objęcia profesjonalną opieką zagrożonych zasobów z XIX i XX wieku, sporządzonych na papierach niskiej jakości, popularnie nazywanych papierami kwaśnymi. Do tego celu potrzebne były nowe technologie, zwykle patentowe, których w Polsce wówczas nie było. Starania te zakończyły się powodzeniem. W 1998 roku ówczesne Ministerstwo Kultury i Sztuki utworzyło zespół ekspertów i postawiło przed nim zadanie opracowania programu ratowania tych zbiorów. Do jego grona została powołana także dr Barbara Drewniewska-Idziak. Pod koniec 1999 roku Rada Ministrów zatwierdziła opracowany przez ekspertów program na lata 2000–2008 „Kwaśny papier. Ratowanie w skali masowej zagrożonych polskich zasobów bibliotecznych i archiwalnych”, zapewniając fundusze na jego realizację. Najważniejszym osiągnięciem programu było rozpoczęcie w Polsce odkwaszania na skalę masową. W Bibliotece Narodowej i w Bibliotece Jagiellońskiej uruchomiono instalacje Bookkeeper do odkwaszania książek z XIX i XX wieku, a w obydwu bibliotekach oraz w kilku archiwach także aparat C-900 (Neschen) do odkwaszania arkuszy.
Integralną częścią programu był również ogólnopolski projekt badawczy zamawiany KBN, realizowany w latach 2003–2005, którym także kierowała Pani Basia.
W 2002 roku dr Barbara Drewniewska-Idziak została odznaczona za całokształt dokonań zawodowych Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Przeszła na emeryturę i nie pełniła już funkcji kierownika Działu Ochrony i Konserwacji Zbiorów, ale nadal pracowała w Bibliotece Narodowej, kontynuując rozpoczęte wcześniej zadania związane z realizacją rządowego programu „Kwaśny papier”.
W bogatym dorobku zawodowym Pani Basi nie można pominąć jeszcze jednej, dla nas bardzo cennej inicjatywy, w wyniku której w BN od 1998 roku wydawany jest „Notes Konserwatorski”, czasopismo poświęcone problematyce ochrony i konserwacji zbiorów bibliotecznych i archiwalnych. Pani Basia została naczelną redaktorką „Notesu” i pełniła tę funkcję do 2008 roku. „Notes Konserwatorski” pomyślany był jako forum wymiany poglądów i doświadczeń pomiędzy bibliotekarzami, archiwistami i konserwatorami, z czasem zdobywając dużą popularność w tych środowiskach. Spełniał również funkcję edukacyjną. Zawierał opisy konkretnych prac konserwatorskich realizowanych w pracowniach bibliotek i archiwów, a także w naukowych placówkach: na UMK w Toruniu oraz w warszawskiej ASP. W każdym numerze zamieszczane były informacje i krótkie omówienia konferencji konserwatorskich, relacje konserwatorów uczestniczących w spotkaniach naukowych, recenzje publikacji dotyczących ochrony zbiorów i inne podobne materiały. Wiedza zawarta w „Notesach” stanowi dziś dla nas swoistego rodzaju dokumentację odzwierciedlającą postęp i rozwój, jaki dokonał się na przełomie XX i XXI wieku w dziedzinie ochrony i konserwacji zbiorów bibliotecznych w Polsce. Postęp ten nie byłby jednak możliwy, gdyby nie wiedza, wrażliwość, zaangażowanie i wysiłek wielu konkretnych osób z różnych środowisk. Jedną z tych osób była Pani Basia, a Jej obecność i praca w znaczącym stopniu przyczyniła się do rozwoju tej szczególnej dziedziny.
Do 2008 roku ukazało się 12 numerów „Notesu” pod redakcją dr Barbary Drewniewskiej-Idziak; jego publikacja jest nadal kontynuowana. Dziś jest to recenzowane czasopismo naukowe umieszczone w wykazie punktowanych wydawnictw Ministerstwa Edukacji i Nauki.
Równolegle z działalnością zawodową Pani Basia pełniła również zaszczytne funkcje w licznych gremiach kolegialnych. Była przewodniczącą Komitetu Technicznego do spraw Mikrografii przy Polskim Komitecie Normalizacyjnym. Aktywnie działała w SBP, w którym, między innymi, została dwukrotnie, na czteroletnie kadencje, wybrana na przewodniczącą Komisji Ochrony i Konserwacji Zbiorów przy ZG SBP. Jej zaangażowanie w sprawy SBP zostało docenione i w 2005 roku wyróżniono Ją tytułem Członka Honorowego.
Pani Basia była osobą bardzo towarzyską i ciepłą, z dużym poczuciem humoru. Najlepiej mogliśmy te cechy dostrzec w prywatnych kontaktach, gdy przestaliśmy już być zawodowo związani ze sobą. W ostatnich latach były to najczęściej rozmowy telefoniczne. Pani Basia zapraszała nas też do siebie i kilka razy w niewielkim gronie odwiedziliśmy Ją. Spotkania te upływały w miłej atmosferze, tematów do rozmów nigdy nie brakowało, łączyło nas dużo wspólnych przeżyć i wspomnień z czasów pracy w Bibliotece Narodowej, ale i wiele innych aktualnych zagadnień. Pani Basia miała problemy ze zdrowiem, ale nie dawała tego poznać po sobie, była zawsze uśmiechnięta i pełna energii. W ostatniej rozmowie w grudniu umawialiśmy się, że odwiedzimy Ją, jak tylko minie pandemia. Ucieszyła się na tę propozycję. Życie napisało jednak inny scenariusz.
Pani Basia zmarła 10 stycznia 2022 roku, miała 81 lat. Trudno nam pogodzić się z myślą, że już nigdy nie będzie nam dane prowadzić z Nią inspirujących rozmów, przeplatanych wspomnieniami dawnych, dobrych czasów.
Maria Woźniak, Władysław Sobucki